Prof. Dudek: Kaczyński ma wobec Cenckiewicza dług wdzięczności
W jego ocenie relacja między prezesem PiS a byłym szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego ma charakter głęboko polityczny i wykracza poza formalne zależności instytucjonalne. Mówił o tym w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".
"Długi wdzięczności"
Zdaniem prof. Dudka, Sławomir Cenckiewicz przez lata budował swoją pozycję jako postać szczególnie użyteczna dla obozu Prawa i Sprawiedliwości, a zwłaszcza dla Jarosława Kaczyńskiego. – Bez wątpienia Jarosław Kaczyński ma długi wdzięczności wobec Cenckiewicza, choć wiemy tylko o niektórych – mówi politolog. Jako przykład wskazuje sytuację po odejściu Antoniego Macierewicza z MON. Mariusz Błaszczak miał "wyczyścić cały resort" z ludzi swojego poprzednika, jednak Cenckiewicz zachował stanowisko dyrektora Wojskowego Biura Historycznego. – Pogonił ludzi Macierewicza, ale Cenckiewicz pozostał – podkreśla Dudek.
W ocenie politologa Cenckiewicz miał wielokrotnie udowadniać swoją przydatność polityczną, m.in. jako szef komisji badającej wpływy rosyjskie w Polsce. Dudek zwraca też uwagę na znaczenie zmian w ustawie o wpływach rosyjskich, które – jego zdaniem – mogły mieć daleko idące konsekwencje polityczne. – Gdyby nie zmiany, które do pierwotnej ustawy wprowadził prezydent Andrzej Duda, to Donald Tusk miałby problem z objęciem mandatu poselskiego i funkcji premiera w 2023 r. – ocenia.
Odejście z BBN: między konfliktem a paraliżem instytucji
Rezygnacja Sławomira Cenckiewicza z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego nastąpiła 23 kwietnia 2026 r. W oficjalnym oświadczeniu wskazał on na "bezprawne działania rządu Donalda Tuska", które miały uniemożliwić mu wykonywanie obowiązków. – "Rząd nie szanuje prawomocnych wyroków sądów i bezpodstawnie odbiera mi prawo dostępu do informacji niejawnych" – napisał w mediach społecznościowych.
Kluczowym elementem sporu był dostęp do informacji niejawnych. Choć Naczelny Sąd Administracyjny 15 kwietnia uchylił decyzję o odebraniu Cenckiewiczowi poświadczenia bezpieczeństwa, w praktyce – jak sam przyznał – sytuacja nie uległa zmianie. – Uznaliśmy, że to jest jakaś granica (…) po tym dniu musimy zadecydować, co dalej robić – tłumaczył Cenckiewicz. Ostatecznie uznał, że dalsze pełnienie funkcji nie ma sensu. – Nie chcę być więźniem miłego gabinetu z widokiem na ogród prezydencki. Ja chcę działać – podkreślił.